Friday, June 5, 2009


Untitled-London,2009

1 comment:

Barbara said...

Och! Genialne.
Nawet te charakterystyczne, humorystyczne gadzety, jak kolko przy futerale, okulary i sluchawki, ktore same w sobie wystarczylyby, zeby przyciagnac uwage i nadac scenie tresci, schodza na drugi plan. A to dzieki owej niesamowitej, powalajacej grze czarnego z bialym, swiatla z cieniem.
Jasne i ciemne podzielily sobie przestrzen zdjecia, ostro odgraniczywszy swoje terytoria. I na tej granicy, na przekor im, stoi ta postac, najjasniejszy akcent calosci, na bialo ubrany mezczyzna, ktory wzyna sie w czesc zdjecia zawladnieta przez cien. I jego czarny kontrabas, czarna bryla dla przekory znajdujaca sie w sferze swiatla.
Takie zmodyfikowane jing i jang...:)
I do tego drobne 'smaczki', jak swiecacy "ludzik" nad lewym ramieniem kontrabasisty i kobitka po prawej, w ksztalcie ciala jakby odwzorowanie ludzika. Ta kobitka to takze kolejny przyczynek do gry czarnego z bialym (koszula, spodnie). Zaliczyc tez do niej mozna znaki na drodze i glebiej w cieniu po prawej, te ciagi geometrycznych plam, na przemian bialych i czarnych. Kobieta idzie po jednaj z nich jak tencerka po linie...
Kolejny smaczek dla mnie - latarnia, w glebi z lewej, i cien latarni - juz nie tej latarni :)
Powala mnie to zdjecie...